Wyzwanie 8: Trudna sztuka wybaczania

Nie ma na świecie człowieka, który choć raz w życiu nie doznałby poważnej krzywdy. Niewielkie przykrości dotykają nas niezwykle często i nawet nie zwracamy na nie uwagi.

Często obwiniamy innych, o coś co nam się nie udało lub o brak szczęścia w życiu. Rzadko jednak się do tego przyznajemy i dusimy w sobie żal, gniew, smutek, poczucie niesprawiedliwości, ogromną krzywdę... Często życie w krzywdzie staje się jedynym pomysłem, który potrafimy realizować w życiu.

Archetyp ofiary zakorzenił się mocno w życiu wielu z nas i silnie wpływa na naszą świadomość. Przez lata wyćwiczyliśmy się w ukrywaniu słabości, a poczucie krzywdy odcina nas od poczucia szczęścia i stanowi przyczynę wielu poważnych chorób. A wystarczy wybaczyć, lecz nie tradycyjnie, powierzchownie, lecz radykalnie i w pełni zrozumienia.

„Chcesz być szczęśliwy przez chwilę? Zemścij się. Chcesz być szczęśliwy zawsze? Przebacz”

Henri Lacordaire

Potwierdzają to współcześni psychologowie - wybaczenie to najskuteczniejszy sposób na uwolnienie się od negatywnych uczuć. Prowadzone od niedawna badania wykazały, że wybaczenie doznanych krzywd wpływa korzystnie nie tylko na duszę, lecz również na ciało. Jak się okazuje - wyrozumiali żyją dłużej.

 

Wybaczenie to najskuteczniejszy sposób na uwolnienie się od negatywnych uczuć, poprawę kondycji psychofizycznej i – jeśli z jakichś powodów jest to konieczne – ułożenie na nowo relacji z krzywdzicielem.

Jak to zrobić? Odpowiedzią jest droga do wybaczenia, która składa się zazwyczaj z pięciu etapów.

5 etapów drogi do wybaczenia

Etap 1. Zaprzeczanie
Pierwsza reakcja po doznanej krzywdzie jest podobna do szoku pourazowego. Nie przyjmujemy jej do wiadomości, odrzucamy, nie dajemy wiary, a gdy w końcu przebije się do świadomości, instynktownie pomniejszamy jej znaczenie lub próbujemy ją racjonalizować.

Wmawiamy samym sobie, że to niemożliwe, by coś takiego przytrafiło się właśnie mnie; że nie mogli mi tego zrobić, a jeśli zrobili, to może i dobrze. Bo wreszcie zmienię pracę, której nienawidziłem; skończę związek bez przyszłości; zerwę znajomość, która od dawna mnie uwierała.

Pozornie są to argumenty racjonalne, ale to nie rozsądek stoi za nimi. Tak działa dobrze opisany przez psychologów mechanizm obronny określany jako wypieranie, który chroni przed paraliżującym lękiem albo niekontrolowanymi wybuchami agresji. Jest więc korzystny, lecz tylko przez pewien czas. Jeśli trwa zbyt długo, powoduje rozbrat z rzeczywistością, ucieczkę w świat iluzji, utratę radości życia.

Bo to klasyczne robienie dobrej miny do złej gry. Oderwanie od rzeczywistości uniemożliwia stawienie jej czoła. Dlatego osoba skrzywdzona powinna starać się przejść przez ten etap możliwie szybko. W przypadkach szczególnie drastycznych niezbędna może się okazać pomoc psychologa, z reguły jednak wystarcza kontakt z kimś bliskim i zaufanym, komu można szczerze powiedzieć o swoich przeżyciach i uczuciach. Mechanizm wypierania staje się bowiem tym słabszy, im mniej emocji tłumi się w sobie.

 

Etap 2. Oburzenie
Gniew to naturalna i zdrowa reakcja na zadane rany. Obojętnie, czy zostanie urażona ambicja, godność, psychika czy ciało, złość należy rozładować, bo tłumiona zbyt długo i tak wybuchnie. Co gorsza, może wówczas zostać skierowana na niewłaściwy obiekt – partnera, który nie wyrządził nam żadnej krzywdy, przypadkową osobę, której nic nieznaczący gest okazał się detonatorem agresji,
a nawet przeciw samemu sobie. Skutki mogą być fatalne – od kontaktu z wymiarem sprawiedliwości po wrzody żołądka i skłócenie z całym światem.

„Wykrzycz cały swój ból, gniew i żal, wyrzuć to z siebie, poczuj, jak krew gotuje ci się z wściekłości” – radzi Enright. Po tym pierwszym wybuchu trzeba jednak zacząć pracować nad właściwym ukierunkowaniem gwałtownych emocji. Bo tkwi w nich potężna siła, którą równie dobrze można wykorzystać do rozwoju, jak i autodestrukcji. Świat pełen jest frustratów oskarżających o swe życiowe niepowodzenia wszystkich i wszystko.

By ich dostrzec, wystarczy zajrzeć na internetowe fora, gdzie upust wściekłości dają rzesze hejterów. To też forma rozładowania złych emocji, tyle że bezproduktywna. Ten gniew jest skierowany w próżnię i przynosi jedynie jeszcze większe rozgoryczenie. Dlatego na drodze do odzyskania równowagi poprzez wybaczenie krzywdy tak ważne jest zrozumienie, kto i co wywołało trudną do opanowania złość. Atakowanie na ślepo prowadzi donikąd.

 

Etap 3. Żądza zemsty
Doświadczając gniewu, trudno oprzeć się pragnieniu rewanżu na krzywdzicielu. Badania naukowe wykazały, że zemsta faktycznie może być „słodka”, gdyż wymierzanie kary, choćby tylko w wyobraźni, pobudza mózg do wytwarzania endorfin wywołujących podobne efekty jak opioidy (morfina, heroina) – poprawę samopoczucia, doskonały nastrój, stłumienie bólu i żalu. Podobnie jak w przypadku narkotyków jest to jednak satysfakcja krótkotrwała, a pragnienie jej ponownego zaznania grozi uzależnieniem. Dlatego żądza zemsty może się stać obsesją, a niemożność jej dokonania grozi permanentnym stresem ze wszystkimi jego konsekwencjami.

Pragnienie odwetu objawia się najczęściej niecierpliwym wyczekiwaniem, aż osobie, która wyrządziła krzywdę, powinie się noga. Zamiast zająć się swoim życiem, skrzywdzony śledzi jej losy, z mściwą satysfakcją przyjmuje każdą wiadomość o jej niepowodzeniach. Dopóki uraza nie osłabnie,
żądza zemsty nie zniknie i wystarczy byle pretekst, by nawet po latach odżywała ze zdwojoną siłą. Jak mawiał Talleyrand, francuski polityk i dyplomata, „zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno”. Tym daniem długo się jednak sycić nie można.

 

Etap 4. Obwinianie siebie
To „odcinek specjalny” na i tak trudnej trasie. Po wykrzyczeniu żalu, rozpoznaniu wszystkich okoliczności związanych z doznaną krzywdą i uświadomieniu sobie niemożności dokonania szybkiej zemsty, czarno-biały obraz rzeczywistości zaczyna szarzeć. Pojawiają się wątpliwości, czy winę za zaistniałą sytuację ponosi tylko ta druga strona. Osoba skrzywdzona zaczyna dostrzegać swoje słabości i błędy, zauważając jednocześnie pewne pozytywne cechy u adwersarza. Nabiera wątpliwości związanych z własnym postępowaniem i stopniowo dojrzewa w niej myśl o pojednaniu. Jest gotowa wybaczyć krzywdę, ale pod warunkiem, że sprawca pokaja się, a przynajmniej przeprosi. Odczuwa wręcz dumę, że potrafi być tak dobra i wspaniałomyślna.

Problem w tym, że sprawca może nie doznawać podobnej przemiany i nie wykazywać skłonności do przeprosin. To bardzo niebezpieczny moment, gdyż po samozadowoleniu z własnej postawy pojawia się rozczarowanie i bolesna świadomość nieodwracalności doznanej straty. A wraz z nią coraz silniejsza skłonność do obwiniania siebie. Partner odszedł, bo nie dostawał ode mnie tego, na co zasługiwał; straciłem szansę na awans, bo zbyt mało się starałem; okradziono mnie, bo nie zadbałem o należyte zabezpieczenie; zostałem pobity, bo poszedłem tam, gdzie nie powinienem... Takie odwrócenie postrzegania ról sprawcy i ofiary grozi depresją, z której trudno już się wydobyć bez pomocy terapeuty.

By jej zapobiec trzeba unikać oceniania sprawcy krzywdy i skupić się na działaniu, które ją wywołało. Bo tu nie ma problemu z wartościowaniem – przestępstwo jest przestępstwem, zdrada zdradą, nielojalność nielojalnością. Definicji tych zachowań można szukać w kodeksach i słownikach, a najlepiej w rozmowie z kimś, kto z dystansu i trzeźwo zdiagnozuje sytuację. Przebrnięcie przez ten etap otwiera już drogę do mety.

 

Etap 5. Akceptacja
Człowiek skrzywdzony zachowuje się na tym etapie podobnie jak tuż po doznanej traumie. Znów zapewnia, że wszystko jest OK, nie ma problemu, na pewno sobie poradzi. Ale tym razem nie robi tego, by podświadomie chronić swą psychikę wypieraniem prawdy i nakładaniem maski, pod
którą kłębią się złe emocje, gniew, żądza zemsty. Dotarł już bowiem do punktu, w którym nie musi niczego udawać i realnie ocenia sytuację. Nie zapomina doznanej krzywdy, nie zaprzecza, że został zraniony, ale nauczył się z tym żyć.

Jest mocniejszy, gdyż przebyte i przepracowane doświadczenia owocują większą wiedzą o sobie i innych. To powstrzymuje przed wydawaniem pochopnych sądów, podejmowaniem nieprzemyślanych decyzji. Już wie, że nie jest wszechmocny i doskonały, bo jednak pozwolił się zranić i nie uchronił się przed stratą tego, co uważał za cenne.

Bogatszy o tę wiedzę może wybaczyć, nie oczekując od krzywdziciela niczego w zamian. Daje mu jednak szansę odbudowania wzajemnych relacji, ale już raczej nie w kształcie sprzed konfliktu. Jeśli on także zastanowił się nad swym postępowaniem i dokonał przewartościowania życiowych celów,
może się uformować nowa więź oparta na lepszym zrozumieniu wzajemnych intencji i oczekiwań. Albo dojść do jej definitywnego zerwania – lecz już bez gwałtownych emocji – gdy obie strony dojdą do przekonania, że zbyt wiele je różni i dzieli.

Może się też zdarzyć, że po przebyciu całej drogi i dotarciu do celu, jakim był akt wybaczenia, ten, kto go wykonał, dostrzeże w wyrządzonej mu krzywdzie dobrodziejstwo, bo dzięki niej zmienił pracę, związek, życie na lepsze, a przynajmniej takie, które akceptuje.